Uff, wróciłem z wakacji…

Uff, wróciłem z wakacji rodzinnych. Ponieważ miejsca mało, ludzi dużo, warunki polowe to nie było szans na dochowanie #keto, większość to zwykły #highcarb. Jadłem wszystko to co reszta, wliczając w to bułki z dżemem/miodem, pizze, piwo itd. wiem że to nie była #dieta w powszechnym rozumieniu tego słowa, ale było to najbardziej normikowe wakacyjne jedzenie jakie mogę w siebie wrzucić (odpada większość „soków” i większość słodyczy bo nie mogę tego gówna przełknąć).

Wrażenia po tygodniu:
-ciągłe problemy z żołądkiem, na feces nadmiernie rozluźniony pomagał węgiel, w tydzień poszły chyba ze cztery opakowania (dokładnie nie liczyłem, bo byłem na to dobrze przygotowany( ͡° ͜ʖ ͡°) );
-ciągle rozdrażnienie – wkurzały mnie rzeczy, na które normalnie nie zwracam uwagi;
-lekki ból głowy – praktycznie od pierwszego dnia wrzucenia węgli;
-napompowany brzuch – nie wiem jak normiki z tym żyjo, przecież to jakiś dramat, nie można się ruszyć;
-ciągły refluks;
-byłem głodny trzy godziny po posiłku. Jakiś absurd.

I część bardziej subiektywna:
-Normiki zachwycają się smakiem bułeczek z dżemem czy tam szczypiorkiem, ale wiecie co?
One są niedobre. Smacznych bułek w ciągu tygodnia zjadłem sztuk… zero (szukałem pilnie, nawet sam robiłem zakupy). Całą robotę w tym daniu robi masło¯(ツ)/¯
-dobry chleb jadłem raz, jako czekadełko w knajpie. Widać że domowa robota (i tu szacun, jak się komuś chce bawić w #bojowkapiekarska to na prawdę warto)
-Frytki to gówno. Zarówno te ze smażalni jak i z niezłej restauracji. Smakują jak papier.
-Smak smażonych potraw niszczy panierka.
-najlepszym jedzeniem wakacyjnym była pieczona ryba. Lołkarb łelkam tu!
-normiki w chuj czasu spędzają na przygotowywaniu relatywnie niedobrego jedzenia. Ratują ich tylko racuchy z jabłkami, reszta won.

Wnioski:
Nie dam się w to wplątać po raz drugi. Od piwa lepszy jest laphroaig albo czerwone wino (no albo Duch Puszczy( ͡° ͜ʖ ͡°) ), od kanapek lepszy jest omlet, na kolację zamiast kombinować dwie godziny trzeba wrzucić kawałek mięsa na patelnię albo kiełbasę na ognisko. A jak ktoś koniecznie chce mieć kanapki to albo chleb własnej roboty, albo zawincie sobie ser, szynkę i pomidora w liść sałaty.
Teraz kilka dni męczarni, ale dam radę( ͡° ͜ʖ ͡°)

pokaż spoiler Nie, nie mierzę ciał ketonowych w moczu, nie widzę takiej potrzeby

pokaż spoiler Tak na prawdę wpis skierowany do #keto żeby połechtać się po brzuszkach, reszta tagów tylko dlatego, że liczę na odrobinę hejtu że „to nie dieta tylko syfiaste żarcie, jakbym jadł pumpernikiel z biociecierzycą i popijał sojowym kefirem to by było fit i zdrowo!”. No i mam nadzieję że ktoś napisze standard o tym że „keto to sekta”( ͡° ͜ʖ ͡°)