@ovation stwierdził, że to…

@ovation stwierdził, że to dobry pomysł, więc w skrócie streszczę swoją historię.
Dziś mija dokładnie rok odkąd stwierdziłem, że trzeba coś ze sobą zrobić. Zawsze byłem sporym gościem 85+ kg przy wzroście 180cm. Siedzący tryb życia (#IT), alko, sporo jedzenia typu kebsy, pizza i inne, ale coś tam ćwiczyłem na siłowni, więc nie było źle. W sierpniu 2017 usunięto mi wyrostek i od tego momentu w zasadzie 0 ruchu. Rosłem bardzo szybko i w zasadzie już po kilku miesiącach waga wskazała 110kg, ale to nie był koniec. W październiku 2018 ważyłem już ponad 120kg. Zapadła decyzja, że koniec z tym, zmieniam wszystko i zabieram się za siebie. W punktach opiszę każdy etap:

1. Listopad 2018 – Marzec 2019, faza 1. – odchudzanie (start 122kg, finał 75kg)
Odchudzanie zacząłem od diety, ale rzeźnickiej. Od poniedziałku do piątku jadłem ok. 800-1000kcal dziennie. Głównie gotowane mięso (pierś z kurczaka, indyka albo schab wieprzowy). Zakupiłem cyrkulator do sous vide i pakowarkę próżniową. Raz w tygodniu gotowałem posiłki na cały tydzień. Każdy dzień wyglądał tak samo:
śniadanie – pomidor albo ogórek i serek wiejski
lunch – 100g gotowanego mięsa i 100g gotowanych warzyw (głównie seler, pietruszka, marchewka, brokuły, kalafior albo ziemniaki)
kolacja – jajko i sałata
Wszystko dokładnie ważone, wyliczone wg. tabeli kalorii. Jeżeli danego dnia nie byłem już głodny to w zasadzie nie jadłem więcej, w przeciwnym wypadku dopychałem serkiem wiejskim i warzywami.
W weekend pozwalałem sobie na wszystko. Jeżeli miałem ochotę się napić – gorzoła i cola zero. Odstawiłem piwo i inne alkohole. Jeżeli miałem ochotę zjeść pizze – proszę bardzo (zwykle kończyło się na dwóch, trzech kawałkach z 45cm). To pozwoliło mi spokojnie przetrwać ten okres – psychika nie siadała, bo w weekend jeden dzień był na rozpustę.
Dodatkowo w pewnym momencie zacząłem grać w squasha 1-2h w tygodniu.
Najtrudniejsze były pierwsze dwa tygodnie: byłem bardzo osłabiony, przez pierwszy tydzień zdarzały się momenty na granicy omdlenia. Potem już było łatwiej i organizm się nie buntował.

2. Marzec 2019 – Kwiecień 2019, faza 2. start z siłownią (start 75kg, finał 79kg)
Wrzuciłem trening Greyskull od @Kasahara. 3 razy w tygodniu o 6 rano przed pracą. Stopniowo zwiększałem kalorie do ok. 1600-1800kcal dziennie, co tydzień o 100kcal więcej poprzez zwiększenie wagi mięsa i warzyw oraz dopychanie serkami wiejskimi i twarogiem. W weekend dalej jeden wybrany dzień na cokolwiek, na co miałem ochotę. W połowie tego okresu dorzuciłem kreatynę, białko i przedtreningówkę (rano potrzebowałem kopa, żeby nie zasnąć).

Pierwszy trening (wartości ostatniej serii AMRAP)
Klatka na prostej – 40kg, 14 powtórzeń
Martwy – 50kg, 20 powtórzeń
Przysiad – 40kg, 20 powtórzeń

Ostatni trening tego planu (wartości ostatniej serii AMRAP):
Klatka – 52.5kg, 11 powtórzeń
Martwy – 85kg, 12 powtórzeń
Przysiad – 80kg, 12 powtórzeń
Udało mi się raz podciągnąć (wcześniej tylko negatywy)

Wszystko ciągle na deficycie, ale powoli szło do przodu.
Tutaj zaczął się największy problem – siadała psychika. Ciągły stan poddenerwowania, nabuzowany, generalnie mnóstwo czarnych myśli – na początku tego nie zauważyłem, dopiero po jakimś czasie uderzyło mnie to bardzo mocno. Zająłem się tym w kolejnej fazie.

3. Maj 2019 – Listopad 2019, faza 3. nowy trening (start 79kg, finał 76-77kg)
Razem z kumplem z pracy zmodyfikowaliśmy trening. W zasadzie wiele się nie różni od poprzedniego, ale doszły ćwiczenia na mięśnie brzucha a przysiad robię raz w tygodniu. Tutaj już dobiłem do 2000-2200kcal dziennie, weekend bez zmian. Zdecydowanie zmieniłem proporcje, siła poszła znacznie do góry. Zająłem się też głową – stwierdziłem, że spróbuję brać ashwagandhę i tyrozynę – po dwóch, trzech tygodniach stan zdecydowanie się polepszył, biorę cały czas i jest naprawdę spoko.Trenuję 4 razy w tygodniu – 3 razy normalny trening, raz cokolwiek, na co mam ochotę.

Wyniki na dziś (wartości ostatniej serii AMRAP):
Klatka – 80kg, 6 powtórzeń
Martwy – 142.5kg, 5 powtórzeń
Przysiad – 145kg, 5 powtórzeń
Podciągam się 3 serie po 7 powtórzeń.

Teraz daję sobie już więcej luzu jeżeli chodzi o jedzenie (dalej mając w głowie liczenie kalorii), cały czas raczej unikam węglowodanów, planuję dołożyć dodatkowe kardio raz w tygodniu poza squashem.

Po co ten wpis? Żeby może niektórym pokazać, że się da.
Czy polecam taką drogę? Zdecydowanie nie – mi się udało, znam swój organizm i wiem ile mogę z niego wyciągnąć, ale każdy ma inne warunki.
Co dalej? Chciałbym dobić ciężarem do końca stawki w trójboju w kat. do 75kg – wtedy będę usatysfakcjonowany.
Wrzucam też zdjęcie: grubas, po odchudzaniu i stan na dziś.
Jeżeli macie jakieś pytania – piszcie w komentarzach.

#mikrokoksy #odchudzanie #dieta #silownia #motywacja #borsukredukuje