Niecały miesiąc temu…

Niecały miesiąc temu wstąpiłem do sekty o nazwie dieta keto. Taki mały eksperyment na własnym organizmie, żeby sprawdzić czy to, o czym tyle się naczytałem i nasłuchałem jest prawdą. Póki co moje odczucia są takie:

Plusy:
+ tłuste dania są przepyszne
+ nie muszę bawić się w liczenie kalorii
+ łatwiej mi się rano obudzić
+ łatwiej się zasypia, koniec z dwugodzinnym przewracaniem się z boku na bok
+ wystarczy jeść 2 razy dziennie, oszczędność czasu
+ mimo to czuję się syty przez cały dzień (ale nie napchany)
+ brak spadków energii w ciągu dnia
+ wypryski zniknęły i nie pojawiają się nawet po alko (a po alko zawsze się pojawiały)
+ o wiele mniejsza ochota na słodkie, ograniczyłem słodzik do minimum
+ biały nalot na języku zanika

Minusy:
– trzeba bezwzględnie uważać na ilość węglowodanów
– ciężko coś zjeść na mieście, dań keto w knajpach jest mało albo wcale
– przez ok. tydzień śmierdziało mi z ust zmywaczem do paznokci, potem przestało
– przez jakiś tydzień/dwa mniejsza siła i wydolność na siłowni, teraz wracam do normy
– wszyscy dookoła zaczęli troszczyć się o mój organizm, mimo że sami żywią się fastfoodami, słodyczami i piwem

Poza tym ciekawostka – po dość obfitym śniadaniu wielkanocnym zmierzyłem sobie cukier. Wartość 55. Przy takim cukrze, na normalnej diecie, miałbym prawdopodobnie zawroty głowy, byłbym rozdrażniony i zmęczony. Gdybym był cukrzykiem, mógłbym nawet się przekręcić.
A na keto – czułem się świetnie. Mam jeszcze parę przemyśleń nt. tej diety, ale o tym może innym razem. Ogólnie – polecam.

Poniżej mój dzisiejszy obiad – kotlety mielone z wieprza i tartego żółtego sera + cebula z sosem tatarskim.
Wszystko smażone na smalcu ( ಠ ͜ʖಠ)

#dieta #keto #mirkokoksy #dodzo #gotujzwykopem