#keto #lowcarb #dieta Jeśli…

#keto #lowcarb #dieta

Jeśli ktoś szuka absolutnie pysznego batonika i nie boi się białka i odrobiny cukru (afair 4g w porcji ale mogę się mylić, raczej 1no cyfrowa wartość) polecam poniższy produkt z biedronki (nowy, nie wszędzie jest, jeśli jest to przy kasach albo tam gdzie vitanella te zbożowe i inne „zdrowe”)
smakowo IMO zdeklasował wszystkie olimpy i treki
Nie ma dodanego cukru.

Dowolny znajomy mnie…

Dowolny znajomy mnie spotyka:
– o kurde, zajebiście wyglądasz! Ale ja bym tak nie dał rady w kółko być na diecie. Co wcinasz? Pewnie sam ryż z kurczakiem 5x dziennie? Ja bym tak nie mógł :/
Co odpowiadam:
– no stary, każde ziarenko ryżu policzone, 5 posiłków z zegarkiem w ręku, cheat meal tylko na święta. Piersi z kurczaka 5 razy dziennie
Jak jest naprawdę:
1) Jajecznica i kanapki
2) Kotlet schabowy/stek wołowy/łosoś + ziemniaki/zboże/makaron + surówka
3) Jakaś kasza manna z mrożonymi owocami, batonik, albo musli z jogurtem owocowym. W sumie to na co mam ochotę, ale raczej na słodko.
+ jak mam ochotę to 1-2 razy dziennie szejk proteinowy z owocami mrożonymi lub lodami
+ jak czuję, że mam ochotę na tłuste to jem masło orzechowe łyżką prosto ze słoika, tak 1/3 słoja 2-4 razy w tygodniu
185 cm/90kg/bf cały rok 8-12% praktycznie bez cardio
30 lat
Boże, gdyby ONI wiedzieli jakie to łatwe…. #mikrokoksy #przegryw #wygryw #dieta #fitness

Potrzebuje ktoś mrożonych…

Potrzebuje ktoś mrożonych truskawek? XD

link https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=1336181850057257&id=100009963630526

#pomagajzwykopem #truskawki #jedzenie #dieta #jedzzwykopem #gotowanie #gotowanietomojapasja #mrozenietomojapasja #polska #gdansk #trojmiasto

Makaron warzywny (cukinia i…

Makaron warzywny (cukinia i trochę marchewki dla koloru) z sosem pieczarkowo-śmietankowym.
Danie takie trochę na romantyczną kolacje, bo wygląda tak paskudnie, że lepiej to jeść przy świecach – mniej widać. Za to smakuje obłędnie. Boczku smażonego można dodać jak ktoś nie może znieść dań bez mięsa.
#keto #dieta #gotujzwykopem

Dziękuję panie fitatu,…

Dziękuję panie fitatu, zamiast #chudnijzwykopem czy #dieta zacząłem liczyć kalorie i jakoś tak wyszło. Teraz stabilizacja i będzie gites. 16 kg w dół od sierpnia, tylko licząc kalorie, nie stosowałem żadnej specjalnej diety, czasem zjadłem pizze czy chipsy lub piwo. Jedynym celem było być poniżej limitu kalc.

#chwalesie

Czegoś koniec, czegoś…

Czegoś koniec, czegoś początek

Jestem już po sesji wróciłem wczoraj nocą wywalony na maksa. Nie potrafię pozować i chwila przypinek prowadziła do skurczy i utraty oddechu. Serio jak człowiek nie jest do tego przyzwyczajony, to jest to gorsze dla niego niż seria ciągów czy siadów. Sam sobie się podobałem w dniu sesji na czczo miałem 90 kg, dziś mam po piccy i zaproszeniu gości 91 kg. Zakończyłem redukcje w ZDROWIU psychicznym, fizycznym; co jest dla mnie wielkim sukcesem, i to, że w ogóle ją dobiłem do końca w tym naprawdę posranym roku, gdzie człowiek część tej redukcji skakał jak małpa po drązkach, pompował się gumami czy biegał po parkach nie wspominając o tragediach rodzinnych, osobistych – ale tu nie ma co płakać, czasem dzieki takim rzeczom człowiek sie uczy i cieszą go wtedy drobnostki i dają smak życia. Ale wróćmy do tego „sportu”. Z formy jestem zadowolony – chciałem wyglądać atletycznie, nie miałem ambicji schodzić do pociętej na amen dupy i mimo swoich wad postawy, krzywego ryja, pewnych ograniczeń jestem w 100 % zadowolony z tego co wypracowałem. Dla wielu taka forma to nic. Dla mnie dużo i wcześniej wspomniane zdrowie, gdzie rok temu prawie skończyłem w szpitalu na miesiące czy nawabiłem się złych relacji z jedzeniem (wpieprzanie bez umiaru po redu na odbiciu i odbicie takie, że kostek nie widziałem od spuchnięcia), dziś zaczyna sie kolejny dzień a mi się nawet nie chce „nawpierdalać”.

Po drodze pełno osób mi pomogło totalnie bezinteresownie, lista by była długa, naprawdę nikt ode mnie nigdy nie chciał, pomógł, gdy było chujowo. A szczególne podziękowania chciałbym tu dla @IntruderXXL , który bodajże 2 lat wspiera mnie poglądami treningowymi, rozmowami, dyskusjami – setki przegadanych godzin – ogrom wiedzy. To on sprawił, że faktycznie bez genu co chwila idę dalej i jestem lepszą wersje siebie, cieżary rosną – jakkolwiek „coachowo” i durnie brzmi. Druga osoba to Arek Czerw, który po prostu pomógł mi tu jak przyjaciel, codziennie pisał nawet będąc na wakacjach, planował taktykę żywieniową. Mówił „zwolnij” bo ja sam siebie prowadzić nie mogę, bo moja ambicja mnie zabija skończyłbym sam redukcje na 2000 kcal i pewnie i na chorej ilości cardio – a tu cyk prawie 4000 kcal kończymy i mogę robić „czystą masę”. Dalej Żona i Córka, bo z perspektywy osoby +30 lat co ma rodzinę – naprawdę „kulturystyka” i końcówka przygotowań do sesji, zawodów to naprawdę „ból dupy’ dla rodziny, ogromna liczba treningów, zły humor bo jesteś głodny, styl życia do którego musi się rodzina dostosować i to przecierpieć okresowo – dlatego też mnie to nie jara i widzę te „koszta” naprawdę trzeba albo do tego być samemu, albo mieć już od samego początku partnera z tego świata; dlatego „trójbój” jest o wiele łatwiejszym sportem całościowo – jesz ile trzeba i trenujesz, mniej czasu i aspektu. Dołożenie dopingu pomogło że na szczęście do samego końca i tak byłem bardziej znośny niż zażynajac sie na amen naturalnie. Później dwóch kolegów Mateuszów, co ze mną trenowali i pilnowali abym nie zabił się sztangą i sobie jej na ryj nie spuścił, zawsze aby razem ruszyć sprzed domu i sobie pomagać na samej sali. Kasia i Mateusz, którzy w zaufali mi w dali mi możliwość gdzie trenować z tym pierdolniku jak zamknięto garaż. Seba, który załatwił wiele sprawia i mógłbym tu wymieniać i wymieniać – nie wiem czy sobie zasłużyłem ale naprawdę „przylgnęły” do mnie osoby, którzy zachowali się X razy jak przyjaciele (a sam nigdy takowych nie miałem) nie mając w tym interesu.

Teraz schodzimy też ze środków do samego testosteronu + primy

Zamknąłem etap, który mi ciążył i jestem „syty” w aspekcie sylwetkowym

Rozpoczynamy teraz drogę do tego co kocham – dźwigania – pierwszy cel to 700 kg w totalu bez zalewania się. A co do samych fotek mam kilka na szybko bez obróbki i hehe dużo będzie z nich tutajszych memów xD – wiadomo, ze kulturystyka to trochę „kicz”, „gejoza”

Dzieki też każdemu Mirkowi, Mirabelce, bo śledzi mnie multum osób, wiele kibicuje i śledzi mnie np. 4-5 lat

Całość „efektów” i obrobione zdjęcia z dwóch sesji za 2-3 tygodnie. Teraz lecę odpisać na wszelkie zaległe rozpiski z pracy i montuje vlogi oraz jest gunów, bo wszystko ponagrywane.

Jak odpocznę psychicznie to bardziej chłodno podsumuję wszystko 🙂

#mikrokoksy #mirkokoksy #silownia #chudnijzwykopem #odchudzanie #redukcja #zdrowie #sterydy #dieta #pokazforme #jedzenie #nsfw

dzień 23/25 ubyło 15,15…

dzień 23/25 ubyło 15,15 kg

80,1 kg start 95,25
BMI 23,4
Tłuszczu do mięśni: 22,2%
Woda: 53,3%
Podstawowa przemiana materii: 1624 kcal
Tłuszcz trzewny: 11
Białko: 20,4%
Mięśnie: 59,10kg
Wiek ciała: 35 l

#billynieje

#glodowka #dieta #zdrowie #odchudzanie #chudnijzwykopem

Z racji całkowitego…

Z racji całkowitego zniszczenia zegara biologicznego, wstałam dzisiaj o 5 xD
A ze wiecznie się zabieram za zrobienie granoli ale takiej naprawde czekoladowej to dzisiaj wpadła ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Skladniki to szklanka płatków owsianych, 3 łyżki suszonej żurawiny, 2 lyzki pestek dyni, 2 lyzeczki masla orzechowego, 4 lyzki syropu klonowego, lyzka kakao gorzkiego, troche wody i 20g czekolady.

Wszystko oprocz czekolady wystarczy dokładnie wymieszać, wysypać na papier do pieczenia i piec 25min w 180 stopniach, w trakcie mieszając 3-4 razy.
Po upieczeniu wystarczy dodać posiekaną czekoladę i po wystygnieciu można szamać ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Wychodzi około 4 porcji super granoli (。◕‿‿◕。)

#gotujzwykopem #jedzenie #dieta #odchudzanie #sniadanie

dzień 21/25 ubyło 14,2…

dzień 21/25 ubyło 14,2 kg

81,05 kg start 95,25
BMI 23,6
Tłuszczu do mięśni: 22,8%
Woda: 52,9%
Podstawowa przemiana materii: 1638 kcal
Tłuszcz trzewny: 11
Białko: 20,3%
Mięśnie: 59,40kg
Wiek ciała: 35 l

#billynieje

#glodowka #dieta #zdrowie #odchudzanie #chudnijzwykopem

Chcecie schudnąć? Jedzcie…

Chcecie schudnąć? Jedzcie żelki! Ale nie takie zwykłe. Słuchajcie mircy, opowiem wam historię.

Byłem sobie ostatnio w Tesco i zdałem sobie sprawę z tego, że chyba z dziesięć lat nie jadłem żelków. Stoi facet, lat trzydzieści pięć, łysina się zaznacza zakolami większymi niż ma Amazonka w górnym biegu, i ogląda żelki jak mały knyp. No i upatrzyłem sobie – Haribo sugar free. No spoko, bez cukru to może mi dziąseł nie wypali bo słodyczy to nie jadłem w hooy długo. Kupiłem sobie taką paczkę 2kg i szczęśliwy podbijam do kasy. Za mną jakiś starszy pan. Stuka mnie w ramię i mówi:
-Tylko pan ich nie jedz za dużo, bo jak wnuczce kupiłem to dwa dni z kibla nie wychodziła.
Nie dałem o to najmniejszego jebania(od kiedy mój bratanek zjadł całego szluga i wysrał kiepa nic mnie już nie zdziwi, ale to temat na osobną historię), zapłaciłem za wszytko i wychodzę. Ale po jakimś czasie dałem jebanie. I pomyślałem sobie „a hooy, spróbuję.”

Wbijam do domu(oczywiście nie mówię dzień dobry bo mieszkam sam, żadna nie odważy się spojrzeć na moje piękne, kuliste ciało), jem sobie obiadek, i coraz bardziej myślę o żelkach. Szybko wpieprzyłem mielone(sprzed 4 dni, ale tbw) i otwieram paczkę. Te misie, matko, jakie piękne! Żebyście wy to widzieli. To nie jakieś tam zwykłe żelki pizdryki ze sklepu, tylko dosłownie każdy miś patrzy na ciebie i się uśmiecha. Pragnie, żebyś go wchłonął. No i zacząłem je wchłaniać. W międzyczasie zadzwonił dzwonek do drzwi – jak się okazało, brat wpadł z ww. bratankiem. No i tak siedzimy sobie, my z bratem po kawce, młody prawilnie spija soczek z wysokiej szklanki jak browara. Ojebaliśmy może ze trzy czwarte tej paczki(tak z półtora kilo), kiedy usłyszałem bulgotanie. Ale to nie takie bulgotanie jak bączek w wannie, tylko takie jak to wyśpiewują mnisi z Tybetu czy innego zapizdowa. Młody czerwony, spuścił łeb, zdążyłby nawet szklankę po tym soku umyć zanim to bulgotanie ustało.
-Tata, kupa.
-No słyszę
No i jak brat wstawał, to tylko spojrzał na mnie oczami jak 5 złotych i jak nie pierdolnął bączura, to myślałem że mu spodnie rozerwie. Brzmiał dosłownie jak stary Wartburg, i to przez dobre 10 sekund.
-Coś ty nam kurwa dał?
-No zwykłe że… – i nagle jakbym dostał pięścią w brzuch. Tak mnie skręciło, że się zjebałem z krzesła. No i zjebałem.

Co potem się działo to była fekaliopokalipsa. Młody oczywiście nie doszedł do kibla, zasrał próg w kuchni i kawałek przedpokoju. Brat w ostatniej chwili podłożył sobie garnek, fajny taki nowy, pięciolitrowy, i w trzy sekundy się z niego wylało. Kurwa nie dość, że garnek zasrany, to jeszcze brat się patrzy na mnie jakbym nie wiem co mu zrobił. A ja sram na podłogę i krzyczę z bólu, bo mnie skręca jakby mnie zombie gryzły. Brat wtóruje, młody wyje sopranem. No istny performance, oprócz wrażeń wizualnych mamy jeszcze śpiew i breakdance w konwulsjach.

Po pięciu minutach pierwsza fala ustąpiła. Co za debil wymyślił żelki-misie, które w jelitach zmieniają się w niedźwiedzie polarne? Brat patrzy na mnie, ja na brata, młody patrzy tępym wzrokiem przed siebie. Nawet on czegoś takiego z siebie nie wyrzucił, a oprócz wcześniej wspomnianego szluga ma na swoim koncie więcej podobnych wyczynów. Już zacząłem iść po wiadro, i to był dobry odruch. Druga fala przyszła tak niespodziewanie, że ledwo zdążyłem kucnąć nad wiadrem. Młody popuszcza jakieś mokre bąki, a ja kurczowo trzymam się drzwi od łazienki podczas gdy furia szatana niszczy wiadro. Brat siedzi wyczerpany na krześle i mówi:
-O, dobra. Ten będzie suchy.
Po jego twarzy wywnioskowałem, że nie bardzo. Zaraz zaczął się zwijać i spadł z tego krzesła, prosto we wcześniej pozostawione przez niego gówno. Ta fala trwała jakieś dwadzieścia minut, i czułem że jak przyjdzie jeszcze jedna to wysram materię pozakosmiczną, bo gówna to tam już nie będzie. W międzyczasie słyszę stukanie w rury. Jakby ta stara raszpla z piętra niżej wiedziała przez co przechodziliśmy, to już by co najwyżej w wieko trumny mogła pukać.

Do czwartej fali byliśmy już przygotowani niemal strategicznie – młody zajął kibel bo najwygodniej, a my z bratem siedzimy oparci dłońmi o brzeg wanny. I czekamy. Nagle jak lecącego Apache wroga słyszę takie łopotanie. I zaczyna się desant, który trwa kolejne czterdzieści minut. To już był rekord. Nie wiedziałem, że mam w sobie tyle czegokolwiek – myślałem w pewnej chwili, że jelitom już się popierdoliło do reszty i zaczęły się wywijać na lewą stronę. Nagle walenie do drzwi.
-Spierdalać!
-Panie Gównalski, otwierać! Policja!
-Sram!
-Gówno mnie to obchodzi! Otwierać!
-Pięć minut!
Jelita pozwoliły mi wstać po dwunastu. Otworzyłem drzwi, i nie zdążyłem nawet przyjrzeć się policjantowi, bo pierdolnął na glebę jak kawka XD raszpla szepnęła tylko „o boże” i zaczęła zbiegać po schodach. Dała radę zejść po dwóch zanim zgasły jej światła. Zamknąłem drzwi(przy okazji wychlapując trochę niedźwiedziego łupu na klatkę schodową), i zdążyłem dojść do drzwi od łazienki, kiedy się znowu zaczęło. Czułem, jak gorąca magma opuszcza mój wulkan i tworzy nowe połacie lądu na podłodze mojego przedpokoju. Było tam wszystko – rzeki, małe pagórki i dolinki, nawet coś na kształt naszej komendy policji. Zrezygnowany brat z tępym wzrokiem osunął się dupą do wanny i tak już siedział w środku, stopniowo robiąc coraz głębszą błotną kąpiel. Mówię wam, wyglądało gorzej niż te kible w „Trainspotting.”

Koniec końców, spędziliśmy jakieś sześć godzin walcząc z tymi niedźwiedziami. Młody miał mniej w sobie więc po czterech godzinach tylko siedział w rogu kibla i cichutko płakał. Mieszkanie było wynajęte, więc trochę przyps, bo posprzątać trzeba. Po czterech dniach było w miarę ok(poza smrodem), a worki wyjebałem do lokalnej oczyszczalni ścieków bo po godzinie spuszczania w kiblu zapchałem i zrobił się mały wylew. Myślałem, żeby zacząć to gówno ściągać z podłogi jak wodę z akwarium (wiecie, gumowa rurka, zasysanie i lecimy), ale w ostatniej chwili brat mi wyrwał węża z ręki i pierdolnął nim w głowę. Jak znosiłem worki po klatce schodowej to wylewałem trochę pod wycieraczkę tej starej psiochy, niech ma to zdarzenie w pamięci do końca swojego życia XD

Epilog: zgubiłem tego dnia 12 kilo. DWANAŚCIE. Niech mi żadna Ewa Koniakowska czy inna Mela B nie pierdoli, że jej dieta jest skuteczniejsza. Po tym, jak tydzień nie było mnie w pracy wyjebali mnie z firmy ochroniarskiej. Zatrudniłem się w restauracji. I jak przychodzą jakieś gnojki które są za głośno to daję im miseczkę żelków „dla szanownych klientów.” Przecież się gówniarze (hehe) nie przyznają rodzicom, że wpieprzały słodycze. A ja mam ubaw, widząc ich skręcone małe ryje XD brat dalej się do mnie nie odzywa, ale myślę że mu niedługo przejdzie.

#jakschudnac #pasta #heheszki #takbylo #coolstory #dieta

Porady: Jeżeli masz problem z…

Porady:
Jeżeli masz problem z jedzeniem tyle paszy żeby przybrać na masie to podziel te 3 posiłki na 5

Np.
Pół tony ryżu o 7:00
Dwa kartony jajek o 10:00
Obiadzik od babci, prababci i dziadka o 13:00
Wiadro płatków owsianych o 19:00 i
Ostatnia wieczerza o 21:37

Ja: czujący sytość przez pół dnia po zjedzeniu jednej bułki ( ͡° ʖ̯ ͡°)

#silownia #dieta #mikrokoksy #takaprawda

Usiadł sobie sterydziarz z…

Usiadł sobie sterydziarz z totalnie otyłym kolesiem z cukrzycą i arytmią serca i krytykują, że Polacy się źle odżywiają i nie mają świadomości jak się zdrowo odżywiać i zdrowo żyć XDDDDD
#mikrokoksy #dieta #wini #polskirap

dzień 19/25 ubyło…

dzień 19/25 ubyło 13,3kg

81,95 kg start 95,25
BMI 23,9
Tłuszczu do mięśni: 23,1%
Woda: 52,7%
Podstawowa przemiana materii: 1651 kcal
Tłuszcz trzewny: 11
Białko: 20,2%
Mięśnie: 59,80kg
Wiek ciała: 35 l

#billynieje

#glodowka #dieta #zdrowie #odchudzanie #chudnijzwykopem